Małe nadzieje

poniedziałek, września 14, 2015



"Dzieci bardziej niż inni, potrzebują mieć zupełną pewność, że są kochane przez tych, którzy mówią, że je kochają."

 Dziś trochę refleksyjnie. Poważnie. Może trochę smutno....
Nie wiem od czego zacząć.... Najlepiej od początku chyba? Ach. Tylko tak ogólnie, ok? Nie lubię rozdrapywać zagojonych ran.

Kiedyś byłam zakochana. Myślałam, że to już tak na zawsze. Minęło już sporo czasu od tego zdarzenia. Duża dawka rozczarowania i złości sprawiła, że zdążyłam już zapomnieć o tym co było. Dziwne? Może nie była to jednak ta prawdziwa miłość, skoro zdołałam o niej zapomniećPrawdziwa podobno przetrwa wszystko... Ta. Nie przetrwała. 

Co mi po niej zostało? Nie, co a kto. GABRIEL. Z wyglądu kopia swego taty. Kurcze. Nawet spojrzenie i uśmiech. Podobieństwo uderzające. Od kilku lat tworzymy wraz z Gabrielem rodzinę. We dwoje. Nie, nie zostaliśmy porzuceni. Odeszłam.
O tym może innym razem... Może. 
Tak naprawdę to nie o mnie tu chodzi.
Gabriel jest najważniejszy! Od zawsze i na zawsze.

Mówią, że matura to egzamin dojrzałości. Dobre sobie. Niektórzy go zdają a mimo to dojrzałość nie jest ich mocną stroną. Zresztą... nie spodziewajmy się zaraz, że osiemnastolatek będzie dojrzały. Jasne. Może tak być. Tego nie wykluczam. 

Jednak, gdy rodzi się dziecko.
To należałoby zachowywać się w sposób dojrzały i odpowiedzialny. Należałoby? Kurde to poleciałam. Rodzic ma obowiązek dbać o dziecko, jest za nie odpowiedzialny. Obowiązek. Nie ma żadnego "ale". Idealna nie jestem, to pewne. Popełniam błędy. Niektóre można podpiąć pod głupotę. Tak też się zdarza. Nie próbuje siebie wybielać.

Nawet jeśli dwoje rodziców żyje osobno, to przecież cel jest jeden. Szczęście ich dziecka. Dwoje dojrzałych ludzi jest w stanie stworzyć relacje, w której dziecko jak najmniej odczuwa brak drugiego rodzica. Nie jest to idealny układ. Jednak myślę, że można jeśli się chce. Jeżeli jest się dojrzałym.

Wiecie co? Wkurzyłam się wczoraj a może było mi smutno? Chyba jedno i drugie. 
Hmmm.... spodziewałam się takiego obrotu sprawy, ale do końca łudziłam się, że będzie inaczej. 

TATA. Obiecał.... Nie, wcale nie. Nie obiecał a powiedział Gabrysiowi, że do niego przyjdzie. Byłabym mile zaskoczona, gdyby słowa dotrzymał. No, ale nie. Ja tego się spodziewałam. Jednak Gabryś, nie. Nie wie jeszcze, że słowo może być tylko słowem. Niczym więcej. Dzieci nie odróżniają jeszcze obietnicy od luźno rzuconych słów. One nie rozumieją wyjaśnień. Nie w wieku czterech lat. Skoro powiedział, że przyjdzie to dlaczego go nie ma? 

Gabriel: "Mamo, przyjdzie dzisiaj tata?"
Ja: "Mówił, że przyjdzie..."
Znałam odpowiedź. Wieczorem przed spanie znów pada pytanie: "Mamo, przyjdzie dzisiaj tata?". Odpowiadam: "Chyba nie, bo już jest późno". Na co Gabriel: "Mamo, przyjdzie... no weź".

Czekał. Nie rozumie, że został oszukany. Jak to inaczej nazwać? Lepiej, że tego nie wie. Ja wiem i boli mnie za niego. Co jest ważniejsze od syna?! Nie rozumiem.

Wiedziałam, że nadejdzie taki moment.
Spodziewałam się pytań. Wiem, że to dopiero początek. Sądziłam, że będę potrafiła wszystko wytłumaczyć. Tylko dlaczego mam tłumaczyć tatę przed Gabrielem, dając mu tym samym złudny obraz? Choć może lepsze to niż prawda? Hmmm....
Tylko, że Gabryś nie ufa moim odpowiedziom. Tata powiedział, że przyjdzie. W to wierzy. Temu ufa. Przecież tata Go kocha i On tatę, wiec dlaczego miałby nie przyjść? Jednak nie przyszedł. Nie pierwszy raz...

Możecie myśleć co chcecie.... że mam za swoje. To ja odeszłam, więc naraziłam swoje dziecko na takie sytuacje. Ok.
Tylko, że ja nie czuje się winna. Ani rok temu, ani dziś.

Ja biorę odpowiedzialność za swoje dziecko. Za jego uczucia. Za te dobre i złe dni. To On jest NAJWAŻNIEJSZY. Nie, moja praca, czy spotkanie z przyjaciółmi. Są ważne. Jednak nic nigdy, ani nikt nie będzie ważniejszy od Gabriela. Chce żeby to czuł i o tym wiedział. Dbam, aby tak właśnie było. 
Ktoś musi być odpowiedzialny, co nie? Ktoś powinien.....
Z miłości i szacunku do Gabriela.


"Dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy zamiast robić to na co mamy ochotę, robimy to co uważamy za słuszne". 

Podobne wpisy

0 komentarze

Google+