Za zamkniętymi drzwiami czyli co u nas

wtorek, października 27, 2015



Cisza nastała.


Momentami przerywa ją dźwięk uderzania paznokci o blat stołu. Czasem jest to płacz w środku nocy. Niespokojnie jakoś w środku. Cierpliwość wystawiona na próbę
Jeżeli ktoś zaglądał do mnie na Facebook to mógł zauważyć, że ostatnio przewijają się u nas same choroby. Tym razem nie jest inaczej. Ja mocno wierze, że nasz zakres zachorowań w tym sezonie wyczerpaliśmy. Obym się nie zdziwiła, co nie?

Od Gabrysia się zaczęłoPrzeziębienie. 
Tydzień w domu. Następnie przytrzaśnięte palce Gabrysia, gwóźdź w mojej stopie.... kolejny tydzień. Co by było ciekawiej... znów infekcja. Tym razem obydwoje rozłożeni. Co to dla nas. Można i chorować kolejny tydzień. Dla odmiany coś jakby "jelitówka" u Gabrysia. 

Marudą z natury raczej nie jestem. Jednak sami powiedzcie jak tu nie siedzieć ze skwaszoną miną? Nie bez powodu farmaceuci mówią, że od września zaczyna się "sezon". Rozumiem, ale 4 tygodnie!? Gabriel dzielny jak zawsze. Mimo wszystko humor Go nie opuszcza a dziś nawet rzucił przelotne: "Moja rybko". Wczoraj z kolei było: "Moja kochana, najmądrzejsza". Wie syn jak matczyne zmartwienia rozgonić

Oczywiście nie jest tak czarno, jak drzwi na załączonym zdjęciu. W zeszłym tygodniu Gabriel był cztery dni w przedszkolu. Zaliczyliśmy zajęcia z p. Sebastianem (rehabilitacja), gdzie już oprócz płaczu było: "Nie tak mocnooo...", "To nie jest śmieszne" czy "Ratunku, pomocy". Gabriel walczy. Trudno było zachować powagę. Byłam dzielna. 

Brałam udział również udział w warsztatach dla rodziców, które były prowadzone przez panią psycholog. Tematy tych warsztatów jeszcze nie zostały ustalone. Jak już będę coś więcej wiedziała to dam znać i podzielę się z Wami wiedzą z nich.

W czwartek wybrałam się do przedszkola na uroczystość pasowania. Gabriel był pasowany już na starszego przedszkolaka. Było uroczo. Choć mój syn, gdy mnie zobaczył już nie miał ochoty śpiewać i tańcować. Ze łzami w oczach a raczej cieknącymi po policzkach wracał na scenę. Żebyście widzieli jaki ukłon przedstawił na sam koniec. Duma matkę rozpierała. 

Dwa dni temu wybraliśmy się na urodziny do mojego siostrzeńca. Miałam nie iść. Jednak Gabryś wyczekiwał tego dnia. Czuł się lepiej, także poszliśmy. Przed wyjściem przegadaliśmy kwestie dotycząca słodyczy....zakaz. Jedynie chrupki kukurydziane. Kiepsko by było z imprezy jechać wprost do szpitala.

Sądziłam, że będzie znacznie trudniej jednak kolejny raz Gabriel dał rade. Nie było marudzenia i proszenia. Impreza była w piłkarskim stylu. Gabi był najmłodszy ale znakomicie dorównywał kroku towarzyszom zabawy. Istne szaleństwo. Fajnie, że jednak zdecydowałam się pójść. 

Gabrynio powoli wraca do zdrowia. Ja oswajam swoje matczyne zmartwienia. Trzy słabo przespane noce, trochę dały w kość. Jesteśmy dzielni. 

Z reguły zawsze ciszę coś przerywa. Tak też będzie i w tym przypadku. Kolejne pomysły w głowie, wiec niedługo kolejny wpis.

Liczę, że jeszcze ktoś o nas pamięta i przeczyta dzisiejszy wpis.

Dużo zdrowia dla Was! 

Na zakończenie kilka zdjęć. 









Podobne wpisy

0 komentarze

Google+