Farmaceuta. Też człowiek.

piątek, listopada 06, 2015


Dziś biorę na tapet pracę farmaceuty w aptece. Właśnie od tej strony ją znam. Także coś napisać mogę, pojęcie jakieś mam. Pragnę trochę rozgonić chmury niekiedy wiszące nad tą profesją. Jak to jest? O tym zdań kilka....Wszystko opisze ze swojego kilkuletniego doświadczenia. 
O pracy w aptece zapragnęłam mając kilkanaście lat, będąc w gimnazjum. Mówią, że to dość wcześnie. Uważam, że to był chyba ostatni moment. Skąd wiedziałabym jaki profil w "ogólniaku" wybrać? Fajnie, że udało się wszystko krok po kroku zrealizować o czym wspominam tutaj

Farmacja sądzę, że jest wszystkim znana jako dziedzina. Pewnie zaraz obok znanych zawodów na "f" jak fryzjer czy fotograf występuje również farmaceuta. Choć jak mówił jeden wykładowca w mojej szkole farmaceutą jest człowiek, który ukończył pięcioletnie studia. Ok a zatem kim ja jestem? Zwykłym technikiem jak to się zdarza mówić. Tak to już jest w tej branży. Jednak nie dla tytułu szłam na ten wydział....choć pewnie gdybym to uczyniła to i lepiej finansowo bym miała. Z tytułem czy bez...Uważam, że w tej pracy chodzi o coś więcej. O serce chodzi. Tak, każdy je ma ale nie każdy je w nią "wkłada". Trochę szkoda. To widać. Też bywam czasem pacjentem w aptece. Dacie wiarę? 

Jest to kwestia indywidualna. Ja po prostu to kocham. To jest to. 

Zawód farmaceuty (pomińmy tytuły naukowe) jest zawodem zaufania publicznego. Co więcej plasuje się w czołowych miejscach obok strażaków, pielęgniarek czy ratowników medycznych. 



Wszystko fajnie. Jednak w codziennej pracy przelało się też trochę jadu. Zatem gdzie to zaufanie? 

Ludzie są różni i w zasadzie jest to aspekt, który lubię w swojej pracy. Nigdy nie wiemy na kogo trafimy. Mimo, że czasem przyprawia to o ból głowy.

Przedstawię swoje zdanie z pozycji farmaceuty i postaram się wyjaśnić problemy pacjentów. Odczarować trochę role farmaceuty jako przemądrzalca i czepialskiego. Nie zapominając o "wyłącznym" wydawaniu leków. 

  • Farmaceuta tylko wydaje leki
Tak to jest widziane. Można tak pomyśleć na pierwszy rzut oka. Dostajemy do ręki receptę i idziemy do szuflady po lek. Sama kiedyś wracając do domu i oznajmiając, że jestem zmęczona zostałam zapytana: "Czym ty się tak zmęczyłaś? Tylko leki wydajesz". Aha.
Wydawanie leków za pierwszym stołem (tak to się u nas mówi) to jeden tylko z obowiązków. 
Poza tym :
- wykonujemy recepturę (leki robione w aptece)
- sprawdzamy recepty (swoje nawzajem wykluczając popełnienie błędu)
- robimy zamówienia z hurtowni i firm kosmetycznych
- kontrolujemy czynności związane z reklamacjami do hurtowni i firm
- kontrolujemy daty ważności posiadanych leków w aptece
- weryfikujemy ilości posiadanych leków
kompletujemy zamówienia pod daną receptę pacjenta oraz apteczki pod zamówienia szkół itp.

Obowiązki są podzielone. Jednak po odejściu od pierwszego stołu mamy jeszcze inne czynności do wykonania. Możemy się zmęczyć. Serio. Tym bardziej, że była to praca w aptekach gdzie kolejka pacjentów nie miała końca. Choć z dwojga złego wolę w te stronę. 

  • To tylko recepta
Wygląda na taki "liścik" od lekarza do farmaceuty, żeby wiedział co ma wydać pacjentowi. Nie do końca. Niby zwykły kawałek kartki. W gruncie rzeczy jest to dokument. Nie należy po nim pisać ani go rwać. Jest tam "zakodowane" znacznie więcej informacji niż tylko nazwa leku jaki pacjent potrzebuje. Trzeba sprawdzić czy wszystkie wymagane informacje są zawarte, czy nie ma błędów. Czy od strony prawnej jest zapisane to tak jak być powinno.

  • Co to za różnica czy na receptę, czy bez recepty?!
Różnica jest diametralna. Wszystko zależy od składu leku, dawki i jego działania. Wszystko zależy od przebiegu schorzenia. Należy pamiętać, że każdy lek niesie ze sobą działania niepożądane i uboczne. Nie szkodzi, że pacjent dany lek bierze już jakiś czas. Nie znamy historii choroby. To ważne. Znamy działanie leków a one są różne. Inaczej na nie zareaguje pacjent A a inaczej pacjent B.

  • Farmaceuta tylko wydaje leki (znów do tego wracam :P)
Naszym zadaniem nie jest tylko podejść do półki i podać lek. Ten sam wykładowca cytowany powyżej mawiał również, że "apteka to nie piekarnia czy cukiernia". Niewskazany jest pośpiech a wskazany wywiad z pacjentem. To, że farmaceuta pyta o dolegliwości czy inne problemy zdrowotne towarzyszące pacjentowi....nie ma zamiaru nikogo zawstydzać, czy upokarzać. Schorzenia są różne. Stara się zrobić rozeznanie aby na jego podstawie dobrać odpowiedni lek. Nawet jeśli miałby być to suplement diety.

Wielokrotnie miałam okazje natrafić na "trudnych pacjentów". Każdy może mieć zły dzień, wiele osób się spieszy. Zdarzyło mi się upomnieć niecierpliwych w kolejce, że apteka to nie piekarnia. Na każdego przyjdzie czas. Każdy zostanie obsłużony. Nie jest to moja złośliwość. Do flegmatyków nie należę wiec jest szansa, że pacjent się doczeka. O co zatem chodzi? O odpowiedzialność jaka spoczywa na moich barkach. 

Nie sprzedaję cukierków i nie daj coś źle przeliczę albo źle przeczytam. Nie wspominając, że mogę tym samym spowodować uszczerbek na zdrowiu pacjenta. O bardziej przykrych zdarzeniach nie wspominając. Samo to w sobie jest stresujące i nie potrzeba aby krzyczano z kolejki abym się pospieszyła.

  • Co pani szkodzi dać bez recepty?
Szkodzi. Pierwsze zdanie jakie padło na zajęciach w szkole było "Primum non nocere" co oznacza po pierwsze nie szkodzić. Znów należy wspomnieć o historii choroby (czasem nie tylko jednej), o odpowiedzialności i o regulacjach prawnych. 
Tak. Istnieje prawo farmaceutyczne pod które podlegam. O jego przestrzeganie. Naginając je lub łamiąc ryzykuje utratą prawa do wykonywania zawodu. Każdy farmaceuta tak jak lekarz ma swój numer wykonywania zawodu. A gdzie jeszcze w tym wszystkim etyka pracy? Też nas obowiązuje. Umówmy się, że nie tyle lat się uczyłam i walczyłam ze swoimi słabościami aby wszystko zaprzepaścić. Farmaceuci nie są tacy złośliwi jak się wydaje. Jak już to etyczni i profesjonalni. 
Jasne. Każdy jest inny. Mówię ze swojego punktu widzenia :)

Mam nadzieję, że spojrzycie przychylniejszym okiem na zawód farmaceuty. To przykre, że np. za błędy na recepcie obrywa się pracownikowi apteki. To lekarz ją wystawia. Zatem cała gorycz wylewana jest nie na tych co powinna. Ja też jestem pacjentem ale mam o tyle łatwiej, że dostając receptę do ręki prześwietlam ją od razu. Takie skrzywienie zawodowe :)

W moim zawodzie staram się skupiać jednak na tym co pozytywne. Na pozytywnych relacjach z pacjentami, które zapadają w pamięć. Sądzę też, że czasem to co nieprzyjemne wynika z niewiedzy także chciałam kilka kwestii wyjaśnić. Mam nadzieje, że okażą się przydatne.

Tego co Wam życzę to dużo zdrowia i cierpliwości. Zarówno podczas kolejek do lekarza jak i w aptece.


Jeśli macie jakieś pytania lub coś Was ciekawi śmiało piszcie w komentarzach. 
Z przyjemnością na nie odpowiem :)

Podobne wpisy

0 komentarze

Google+