Uśmiechnij się do staruszka

wtorek, listopada 17, 2015



Podczas mojej pracy w aptece, natrafiałam na setki ludzi dziennie. Przed oczami przewijało się wiele twarzy. Niektóre zapadły w pamieć, niektóre trafiały prosto w serce. Nie ma to nic wspólnego z atrakcyjnością. Krótka wymiana zdań między mną a pacjentem, czasem znaczyła bardzo wiele.

To właśnie poprzez możliwość natrafienia na różnych ludzi, kocham swoją pracę. Nie zawsze są to miłe spotkania. Niekiedy przypadkiem, przez rozmowę możemy uświadomić sobie różne rzeczy. Dość istotne. Na chwilę odrzucić klapki, które mamy na oczach. "Rozszerzyć źrenice" i widzieć więcej

Takie momenty zazwyczaj miały miejsce przy wymianie zdań z osobami starszymi. Nie muszę wspominać, że to właśnie ich jako pacjentów aptek jest najwięcej. Nie wszyscy są marudni i roszczeniowi. Przyznam, że wcześniej miałam dość niepochlebną opinię o osobach w podeszłym wieku. Pewnie też wynikało to z mojej niedojrzałości.

Dzięki mojej pracy miałam okazje przekonać się jak jest w rzeczywistości. Nie angażowałam się za bardzo emocjonalnie w dialogi, które były pełne arogancji i niezadowolenia. Tym bardziej, że racjonalne argumenty nie trafiały. Całego świata się nie zadowoli. 

Na szczęście natrafiłam również na osoby, które przychodząc do apteki miały uśmiech na twarzy. Mimo wielu schorzeń, trudności życia codziennego potrafiły przekazać ten uśmiech dalej. Nieraz miały powody do narzekań, jednak tego nie zrobiły. 

Wykazywały się często zrozumieniem wobec mnie jako pracownika apteki oraz szacunkiem dla naszego zawodu. Przychodząc z kilkoma receptami od różnych specjalistów, posiadając kilkanaście leków do wykupienia potrafili mieć jeszcze wyrzuty sumienia, że tyle zachodu będę miała aby to wszystko pozbierać i przynieśćFakt czasem brakowało rąk i co z tego? Najwyżej zrobiłam kilka kursów. Ponoć ruch to zdrowie.

Zdarzyło mi się otrzymać wiele ciepła, miłych słów i podziękowań. Niekiedy zwracali się do mnie: "Słoneczko", "Skarbie" a nawet i "Pani doktor kochana" się zdarzyło :) Obserwując i słuchając tego co mówią, dość szybko doszłam do wniosku, że osoby starsze wcale nie są takie zgorzkniałe jak wcześniej zdarzało mi się myśleć. Utwierdzali mnie w przekonaniu, że jestem osobą na właściwym miejscu. Osobą, która jest dla pacjenta.

Zatem co ja mogłam zrobić dla nich? 

Poświecić im czas. Tak od serca. Uśmiech i uważne spojrzenie. To naprawdę niewiele. Nie sądziłam, że to takie ważne.

Im uważniej patrzałam, tym większą radość widziałam w ich oczach. Im uważniej słuchałam, docierało do mnie jak ci ludzie są samotni. 

Kiedy o tym pisze, oczy mi się szklą. 

Krótka chwila, mały uśmiech, kilka zdań...tak wiele znaczą. Tak niewiele trzeba aby w oczach pacjenta pojawił się blask.

Niewielkim wysiłkiem można sprawić, że te kilka schorzeń z jakimi przychodzi chory może być bardziej znośne. W słowach podziękowania słychać ogromną wdzięczność. Pokazuje  to jak jest to dla nich ważne. Ta chwila uwagi.

Nas też może kiedyś czekać taki los. 

Czasem tego się boję. Wierze, że zwiększy się świadomość na temat samotności z jaką borykają się osoby starsze.  Oni się nie skarżą. Jednak nie przeszkadza to nam patrzeć uważniej i podarować choćby uśmiech. Wtedy z pewnością ich oczy nabiorą blasku.

Jesteśmy im potrzebni bardziej niż może nam się to wydawać.



To co? Posyłamy uśmiech babci, dziadkowi czy sąsiadce? Wykazujemy odrobinę zrozumienia kiedy staruszek stoi chwilę dłużej przy okienku w aptece? 

Potrzebują odrobiny uwagi. Czasem pragną aby tylko chwilę ich posłuchać. 

Podobne wpisy

0 komentarze

Google+